Blog heavenlylegend
Prolog
/ 2 lata temu- Łapcie ją! No rusz się, Stoucas!
- Ale… - Młody mężczyzna nie zdążył odpowiedzieć. Drugi, starszy popchnął go w stronę kobiety, która rzuciła się pędem przed siebie. Nie pamiętała dokładnego wyjścia z labiryntu. Skręciła w lewo po chwili przeskakując stos drewnianych belek. Po podziemiu ścigały ją promienie dwóch latarek.
„Żółtodzioby” – Pomyślała o przeciwnikach. Niebezpieczny wydawał się być dopiero mężczyzna biegnący za młodszymi towarzyszami. ‘Major’ - bo tak go nazywali - ściskał w dłoni ręczny karabin maszynowy. Niemiło.
- Złapcie mi ją! – Krzyczał. Lara nie odwracała się. Skręcając raz w lewo, raz w prawo wykonywała różne manewry, aby uciec zbirom. Teraz żałowała, że nie zaznaczyła sobie wcześniej drogi powrotnej. Gdyby nie fakt, że dziewczyna nie miała żadnej broni zatrzymałaby się i pokonała przeciwników szybko i bezboleśnie. Problem w tym, że Croft była zupełnie bezbronna. Nie chciała sprawdzać jak rozegrałaby się partia ‘jej pięści przeciwko amunicji 50 action express’. Nagle przystanęła i rozejrzała się. Znalazła się w ślepym zaułku. Nie mogła skręcić ani w lewo, ani w prawo. Dotknęła siatki, która znajdowała się przed nią. Nie było czasu na kombinowanie, trzeba było wykorzystywać najprostsze sposoby ucieczki. Lara cofnęła się kilka metrów, włożyła do ust latarkę, wzięła rozbieg. Mocno wybijając się w górę złapała siatkę ogrodzenia i jednym susem je przeskoczyła. Po drugiej stronie na moment odwróciła się. W ten sam ślepy zaułek wbiegło dwóch najemników i Major. Zrobili oni dokładnie to, co Lara, w ciut wolniejszym tempie. Croft znów zaczęła biec. I wtedy coś świsnęło jej koło ucha. Nie zatrzymywała się, zobaczyła przed sobą drabinę, która prowadziła w górę. Znów włożyła latarkę w usta, ale zanim oparła pewnie stopy na wyższym szczeblu jeden z mężczyzn – wcześniej wołany jako Stoucas mocno szarpnął za jej nogę. Dziewczyna puściła drabinkę lądując na ziemi. Szybko wyciągnęła latarkę z ust i wyrzuciła ją jak najdalej od siebie. Jej źródło światła wylądowało i natychmiast zgasło obijając się o kamienie. Skończył się pościg.
- No cześć, piękności. I po co ta ucieczka? – Zapytał mężczyzna przytrzymując dziewczynę i sprowadzając ją do parteru, prawie siadając na jej plecach. Croft odwróciła głowę w miarę swoich możliwości i dostrzegła zarys Majora, który powolnym krokiem podchodził do nich z karabinem w dłoni. Nagle stanął jej przed oczami spis wszystkich chwytów, które mogłyby pomóc jej się oswobodzić zanim Major podejdzie bliżej, poświeci w jej stronę latarką i strzeli. Croft skupiła się. Leżąc na ziemi z rozpędem ugięła nogę w kolanie, uniosła ją i z całej siły kopnęła mężczyznę w kość ogonową. Ten jęknął i automatycznie podniósł się umożliwiając dziewczynie większą swobodę ruchu. Lara z pozycji leżącej na brzuchu odwróciła się na plecy i kopnęła przeciwnika w krocze. Stoucas krzyknął i skulił się trzymając za swoje klejnoty. Croft spojrzała za siebie. W ostatniej chwili zdążyła uniknąć innego napastnika. Złapała go za pasek i uderzyła łokciem w żebra, przerzucając go przez siebie. Major był już od niej kilka kroków. Widziała go, chociaż dookoła panowały grobowe ciemności. Gdyby nie one Czarnowłosa mogłaby już nie żyć. Dziewczyna podbiegła do drabinki i szybko się po niej wspięła. Usłyszała krzyki.
- Znajdę, zabiję, okradnę!
Nie chciała się przekonywać, czy Major mówił prawdę. Pobiegła kilka metrów przed siebie i znalazła w ścianie sporą wyrwę. Znów usłyszała strzały padające w jej kierunku, odbijające się od ścian. Bez zastanowienia wsunęła się w dziurę i chciała wyjść z drugiej strony, jednak poczuła, że traci grunt pod stopami. W ostatniej chwili chwyciła się krawędzi.
- Psiakrew. – Warknęła. Dookoła znów ciemności. Lara spojrzała w dół. Dźwięki strzałów zamieniły się w odgłosy fal. Dziewczyna nie wzięła pod uwagę faktu, że duża wyrwa w ścianie to dawne miejsce okna. Było ono niestety bez parapetu, toteż Croft o mały włos nie spadła na wysokość kilku pięter do morza. Chciała się podciągnąć, kiedy zobaczyła nad sobą rażący błysk światła. Major… Bez karabinu, z latarką w ręku wychylał się przez okno, którego krawędzi trzymała się bohaterka.
- Oddaj ją! To podam ci rękę… - Powiedział. Lara zakpiła z jego wypowiedzi.
- A potem mnie zastrzelisz?
- Trafiony zatopiony panno Croft. – Lara nie miała zbyt wielkiego wyboru. Perspektywa oddania wykradzionego Majorowi artefaktu, następnie szybka śmierć poprzez rozstrzelanie nie była wymarzonym wyjściem z opresji. Dziewczyna spojrzała w dół. Wysokość trzeciego piętra…
- Chciałbyś… - Mruknęła i poluzowała palce. Lot był krótki, a woda lodowata.